W serwisie dostępnych jest 233 kolekcje i 4 093 przedmioty
Infomacje szczegółowe o kolekcji
Data dodania kolekcji: 18 września 2008
Avatar kolekcji koty w moim świecie
Krótko o kolekcji
Wszyscy moi przyjaciele i znajomi wiedzą że kocham koty... i te małe i duże. Najpierw zamieszkały u mnie (a właściwie to ja u nich) – trzy urocze futrzaki. Potem sama nie wiem kiedy, w domu zaczęły się pojawiać inne kocie rzeczy. Na półce stanęło wiele książek o kotach, o ich życiu, zdrowiu, zachowaniu, Na ścianie zawisł kalendarz z fotografiami mruczków. A w łazience przybyło lusterko z kocią mordką. Któregoś dnia stare bibeloty musiały ustąpić miejsca porcelanowej czarnej figurce kota, którą mój błękitny pers otrzymał za udział w wystawie. Inny czarny posążek dostałam od mojej przyjaciółki. I to był zaczątek kolekcji. Dzisiaj panoszą się wszędzie. Są w kuchni, łazience, w przedpokoju, w szafkach, na półkach i na podłodze. Nie mam pojęcia ile ich jest. Z każdego kąta patrzą na mnie koty. Duże, małe, szklane, drewniane, metalowe, porcelanowe, gliniane. Z upodobaniem je przywoziłam z każdej podróży i niemal z każdej wycieczki. Dostawałam w prezencie od przyjaciół i znajomych. A one zajmowały coraz więcej i więcej miejsca. Są jednak wspaniałym wspomnieniem i bardzo je lubię.
Dwa gliniane brzydactwa przybyły z Tunezji. Zawsze o nich mówię że są tak brzydkie, że aż piękne. Ręcznie ulepione z gliny, wypalone w specjalnym piecu i malowane przez tunezyjskich ludowych artystów zajmują poczesne miejsce w kolekcji. Są mi tym bardziej bliskie, że kupiłam je po wielu targach, a potem pieczołowicie opatulone w ręczniki, wiozłam w podręcznym bagażu, w samolocie, cały czas uważając, żeby ich nie stłuc.
Niebieskiego i zielonego kociaka kupiłam na pięknej wyspie zapomnienia – Dżerbie. Tam w wiosce Guellala, będącej kolebką garncarstwa, widziałam jak garncarz lepi i wypala gliniane cudeńka. Koty sama wkładałam do pieca i sama zielonemu malowałam potem oczka.
Z Egiptu przywiozłam alabastrową, granitową i bazaltową Bastet. Bastet to bogini w ciele kota. Tajemnicza, przebiegła, sprytna, pełna miłości urody i czaru ...taka właśnie jak nasze koty.
Na wiejskich jarmarkach w Beskidach zdobyłam gliniane koty z rodziny zwierzaków patrzących w niebo. A ponieważ zawsze kupowałam je w dniu kiedy lał deszcz, podejrzewam, że koty nie lubiące z natury wilgoci, wypatrują z utęsknieniem słońca.
Inne koty, szklane, pięknie malowane przywiozłam z włoskiej wyspy Murano. To mała wysepka położona na lagunie niedaleko Wenecji. A kojarzy się przede wszystkim ze szkłem, ponieważ od średniowiecza są tam wyrabiane lustra, kryształy, biżuteria, sztuczne perły i mnóstwo innych cudownych szklanych wyrobów. Murano nazywają kryształową pięknością, albo wyspą na szkle malowaną.
Przedpokoju broni zielony drewniany kot rodem z Tajlandii i indyjska kocia mama z kociątkiem na plecach.
Na biurku, kupiony w warszawskiej galerii, przycisk do papieru, okrągły i pyzaty sprawia, że uśmiech rozjaśnia twarz każdego, kto na niego spojrzy.
Kolekcja kotów z lekkiego drewna balsa, czyli ogorzałki wełnistej jest ciekawym akcentem na tle ściany. To białe drewno występuje w okolicach tropikalnych, między innymi na Sri Lance i w Indonezji, jest lżejsze od korka i jest od dawna używane do budowy tratw, jachtów, szybowców, a odpady są wykorzystywane jest przez tubylców do wyrobu artykułów dekoracyjnych.
Nie sposób zapomnieć o kocie z Wietnamu i kotce z wyspy Jawa, które dostałam od przyjaciół i które są moimi amuletami. Wietnamski kot za pomocą swoich brązowych pasków ma za zadanie odstraszać złe duchy, a kotka z Jawy, w kolorze ziemi, w rytualnych szatach, z kociakiem u boku, broni domowego ogniska.
Różowy kot z mydła kupiony w mydlarni w moim mieście i kot z onyksu przywieziony z Maroka, stoją zgodnie na haftowanej serwetce, szepcąc w nocy coś do siebie w kocim języku.
I jeszcze coś orientalnego. To Maneki-neko czyli japoński kot przynoszący szczęście.
Według legendy, pewien mnich w świątyni Setagaya, w zachodniej części Tokyo, miał kota Tama. Był biedny i skarżył się kotu. – Trzymam cię mimo mojej biedy, zrób coś dla świątyni.
I kot wysłuchał mnicha. Pewnego dnia pan Naotaka Li, właściciel zamku Hikone, skrył się przed deszczem pod wielkim drzewem. Zobaczył wówczas kota Tama zapraszającego go do świątyni i gdy tylko podążył za kotem, w drzewo uderzył piorun. Od tej pory świątynia zmieniła nazwę na Goutoku-ji i stała się świątynią rodu Li. Kot zaś nazywany jest bóstwem Miłosierdzia. Obecnie w świątyni stoją setki figurek kotów. Maneki-neko przynosi szczęście ponieważ przyciąga klientów do świątyni.
Czarny kot daje zdrowie, a złoty bogactwo. Czerwony chroni przed złymi duchami i chorobą, a różowy maneki-neko daje szczęście w miłości.
Biały kot jest najpopularniejszy. Często jest udekorowany kolorowymi ornamentami. Nosi obrożę z dzwonkiem, nierzadko kolorowe śliniaczki. Niektóre mają japońskie monety.
Większość Maneki-neko ma uniesioną lewą łapę, ale niektóre unoszą prawą. Zgodnie z tradycją lewa łapa oznacza zaproszenie dla gości, natomiast prawa zaprasza pieniądze i radość.
W moim świecie mieszkają ze mną alabastrowe koty z Grecji, mosiężny kot z Holandii, woskowy „Kot Królowej” z Londynu, jest kot z Syjamu, z Laosu, z Krety. I są porcelanowe kotki z naszych polskich zakątków, równie piękne jak te z innych stron świata.
Ale najbardziej ulubionym, kotem jest figurka kociej babci, którą dostałam od niepełnosprawnego, ludowego artysty z Limanowej.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wystawiać komentarze.
|
Mam na imię Danuta. Mieszkam na Śląsku. Urodziłam się w marcu i może dlatego uwielbiam... |
|
| Zobacz znajomych Komentarze | Wyślij wiadomość Wyślij zaproszenie |
|
Breloczki 3D dodany przez ewka112 |
|
Breloczki gumowe dodany przez ewka112 |
|
Breloczki odblaskowe dodany przez ewka112 |