Paintball - adrenalina gwarantowana

Redakcja Hobbeo.com

Ostatnia aktualizacja: 02 lutego 2008

Zawodnik strzelający z ciężkiego karabinka paintballowego

Zawodnik strzelający z ciężkiego karabinka paintballowego

Na podwrocławskie pole paintballowe docieram w sobotni poranek. Nie było łatwo go znaleźć, żadnej większej tablicy informacyjnej czy kierunkowskazu. Przez chwilę zastanawiam się, jak firmie organizującej rozgrywki udaje się przetrwać na rynku. Moje rozważania przerywa gwałtowny skręt samochodu, prawie minęliśmy ledwo co oznakowany błotnisty zjazd w kierunku pola. Ale w końcu przypadkowi ludzie nie mają prawa się tu znaleźć... Może nawet to i lepiej, nikt postronny nie będzie się kręcił po okolicy.

Ze sterty mundurów przywiezionych przez organizatora wybieram coś pasującego, po czym staram się pozapinać wszystkie możliwe klamry, paski i zapinki. W końcu lepiej, żeby żadna zabłąkana kulka nie znalazła drogi do gołej skóry. Tak naprawdę to nie wiem jeszcze czego się dokładnie spodziewać, to będzie moje pierwsze spotkanie z paintballem. Za to wiem kogo chciałbym mieć choć przez chwilę na celowniku...

Jeszcze tylko szybkie przeszkolenie przez instruktura, podział na drużyny i wybiegamy na polanę usianą stanowiskami obronnymi i bunkrami. W samym centrum pola stoi wrak samochodu, a nieopodal niego maszt, na którym wisi flaga, o którą tego dnia będziemy walczyć. Ruszamy biegiem w kierunku leśnego bunkra w narożu pola i już po pierwszych krokach wiem, że moja kondycja gdzieś uleciała. Podział ról w naszej drużynie jest prosty, my osłaniamy lewą flankę, a reszta będzie przedzierać się prawą stroną. Palec kurczowo trzymam na spuście i wypatruję przeciwnika. Nagle zostajemy zasypani gradem kul, na szczęście wszystkie chybiły celu. Nie pozostajemy długo dłużni, szybko zlokalizowaśmy wroga, leżeli w rowie kilkanaście metrów od nas. Odrzutu strzelającej broni prawie nie czuć, choć kilkanaście strzałów na sekundę szybko opróżnia zasobnik z kulkami.

Pierwszego postrzału chyba szybko nie zapomnę, zostałem trafiony w przedramię kiedy składałem się do strzału. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko podnieść marker do góry i szybko opuścić pole gry. Pozostaje mi za tosatysfakcja, że zanim to się stało, tą drogą wcześniej podążyło już kilka moich ofiar.

Do czasu tej potyczki nie interesowałem się jakoś szczególnie paintballem. Dopiero przeżycie tego na własnej skórze wzbudziło we mnie zainteresowanie tematem. Przejrzałem szybko kilka stron poświęconych uzbrojeniu oraz wyposażeniu zawodników, ilość oferowanych pistoletów, karabinków, działek i całego innego sprzętu jest wręcz ogromna. Jeśli ktoś miałby ochotę uczestniczyć w prawdziwej militarnej rozgrywce, to proszę bardzo. Wystarczy zaopatrzyć się w odpowiednie ochraniacze na ciało, maskę szczelnie zakrywającą twarz lub głowę oraz wreszcie wierną replikę słynnego AK-47. Całości uzbrojenia dopełnią granaty i miny paintballowe. Na czas rozgrywki można się przeistoczyć nawet w snajpera, prawie każdy sklep oferuje szeroki wybór karabinków i co ważniejsze, celowników optycznych i laserowych. Dla największych fascynatów przewidziano nawet kopie prawdziwych karabinów maszynowych, chociaż mi perspektywa przemieszczania się z 15 kilogramowym sprzętem raczej nie odpowiada.

Czym się strzela w paintballu? Markery ładowane są specjalnymi żelatynowimi kulkami zawierających we wnętrzu kolorową farbę. Kulki są na tyle twarde, że można spokojnie biegać z karabinkiem, bez najmniejszej szkody dla amunicji w zasobniku. Dopiero przy uderzeniu o cel kulka się rozrywa, znacząc farbą trafione miejsce. Czasem kulka potrafi się rozerwać w momencie wystrzału blokując marker, na szczęście nikomu w trakcie naszej rozgrywki się to nie przydarzyło. Pojemność magazynku zależy od rodzaju markera, typowe modele mieszczą od 50 do 150 kulek. Magazynki dedykowane do replik autentycznej broni są już zdecyfowanie mniej pojemne, w zależności od rozmiaru mieszą od kilku do kilkudziesiętu pocisków.

Paintball to świetny sposób na spędzenie wolnego dnia ze znajomymi, choć aby rozgrywka miała prawidłowy przebieg grono zawodników powinno być dość liczne. I choć następnego dnia na rękach i nogach kwitną fioletowo-zielone ślady, to przeżyte emocje rekompensują ten ból z nawiązką.

GALERIA ZDJĘĆ