Skrzydlaci przyjaciele

Redakcja Hobbeo.com

Ostatnia aktualizacja: 18 czerwca 2008

Fot. 14. Kura, srebrytka złota

Fot. 14. Kura, srebrytka złota

Jest we Wrocławiu takie miejsce, do którego ludzie kochający ptaki ciągną co tydzień nawet z odległych stron. W każdy niedzielny ranek, na terenie dawnej kotłowni PKP przy ulicy Paczkowskiej spotykają się miłośnicy ptaków i drobnego inwentarza. Pod patronatem Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych i Drobiu Ozdobnego odbywa się tu ptasia giełda.

Hodowcy gołębi przywożą swoich pupilków, by ich wymienić na inne lub sprzedać. Na placu ustawione są stojaki, a na nich setki klatek z gołębiami różnych ras i odmian (fot.1). Uwagę zwiedzających przyciągają gołębie ozdobne i lotne, loczki, garłacze (fot. 2), perukarze (fot. 3), pawiki (fot. 4), czajki, brodawczaki, kuraki, czy standardy (fot. 21) - te akurat są młodziutkie. Swoich zaprzysiężonych wielbicieli mają gołębie sportowe zwane inaczej pocztowymi (fot.5) i (fot. 6). Wielu hodowców przybywających na giełdę może poszczycić się kilkudziesięcioletnim stażem w hodowli. Wielu z nich przejęło hodowlę po ojcu lub dziadku. O ich hodowlanych i sportowych sukcesach świadczą liczne puchary zdobywane na wystawach i we współzawodnictwie w lotach wychowanych gołębi.

Podziw budzą także ciężkie gołębie ras użytkowych, mięsnych - hodowane w celach konsumpcyjnych. Są to wspaniałe kingi (fot. 7), rysie (fot. 8), strassery (fot. 9), a także pojawiające się coraz liczniej mondeny, montaubany, koszua czy karno. Waga tych pięknych ptaków często przekracza 1 kilogram.

Oprócz gołębi, na giełdzie można zobaczyć drób ozdobny - kury różnych ras - od liliputków, aż do kur wielkości dużego indyka. Liliputki to nazwa potoczna, naprawdę zaś są to karzełki holenderskie (fot. 10), brodacze norymberskie (fot. 11) czy karzełki łapciate (fot. 12). Wszystkie pięknie ubarwione, czyściutkie i zadbane. Kury rasy cohin (fot. 13) wyglądają jakby miały poodwracane pióra, ale to ich naturalny wygląd. Małe kurki - sebrytki złote (fot. 14) mają piórka o czarnych brzegach - coś wyjątkowego w świecie drobiu. Spotyka się tutaj również kury rasy - silka jedwabista - z jedwabistym czubem na głowie i niebiesko modrymi dzyndzelkami. Ogromny podziw budzą czubatki, nieduże kury, które dopiero co zrobiły sobie trwałą (fot. 15). Kury ciężkie należą najczęściej do rasy brahma (fot. 16). Warto wspomnieć, że koguty tej rasy mające pięknie opierzone nogi (fot. 17) dochodzą do wagi kilkunastu kilogramów.

Ozdobą każdego gospodarskiego podwórka będą perliczki (fot. 18), ptaki niezwykle czujne, alarmujące otoczenie głośnym krzykiem o ewentualnym zagrożeniu. Można na giełdzie spotkać również kaczki różnych ras, od małych oharów (fot. 19), aż do ciężkich pekińskich. Kilka gatunków gęsi, indyki, bażanty (fot. 20), cukrówki (fot. 21), drobne ptaki egzotyczne, jednym słowem wszystko co ma skrzydła.

Drobny inwentarz jest reprezentowany przez króliki (fot. 23) - małe i duże, białe, czarne, siwe i brązowe. Wiele z nich siedzi sobie spokojnie na zewnątrz swojej klatki czy pudełek, gdyż są oswojone. Są tu również króliki miniaturki, ten akurat jest zwany lewkiem (fot. 24). Na jednym ze stoisk można spotkać ulubienicę dzieci, świnkę morską rozetkę (fot. 25). Czasami można spotkać małe kozy (fot. 26).

Teraz wiosną, na giełdzie można kupić również pisklęta do dalszego chowu. W otwartych płytkich skrzyneczkach lub kartonach cisną się malutkie kaczuszki (fot. 27), gąski (fot. 28) lub kurczątka (fot. 29) mające dopiero kilka dni życia za sobą. Piękno tych maleństw urzeka każdego. Kilka dobrze zaopatrzonych stoisk (fot. 30) oferuje bogatą gamę pasz i ziarna dla gołębi, różnorodne preparaty podnoszące och kondycję, drobny sprzęt niezbędny dla hodowli - karmniki, poidełka, klateczki, podkłady pod gniazda, obrączki do znakowania itp.

Na miejscu, podczas trwania giełdy, jest czynny punkt opieki weterynaryjnej. Lekarz weterynarii p. Jerzy Feliks leczy przyniesione ptaki, szczepi również gołębie przeciwko paramyksowirozie (fot. 31). Na podstawie opisu dolegliwości ordynuje odpowiednie lekarstwa, które można nabyć na miejscu. Doktor cieszy się ogromnym szacunkiem hodowców, a jego wiedza uratowała już życie wielu, wielu ptakom. Z jego porad korzystają nie tylko posiadacze wspaniałych, rasowych gołębi, ale również ludzie opiekujący się zwykłymi podwórkowymi ptakami.

Co niedzielę można tu spotkać osoby, które przyszły po ziarno dla swoich podopiecznych lub przyniosły rannego gołębia do doktora. Ptasia Mama, pan Mietek taksówkarz, Skromny Ortopeda, czy też wielu, wielu innych bezimiennych, którzy pokochali te ptaki na zawsze. Pomagają im żyć, dokarmiają zimą, ratują jak potrafią, gdy są ranne lub chore i opiekują się nimi troskliwie. Takie przygarnięte ptaki, im - często samotnym wśród ludzi - stwarzają rodzinę. Mówią o nich - nasze dzieci i nadają im najpiękniejsze imiona. Stąd te Kajtusie, Agatki, Fakirki, Demony, Szkraby, Gucie czy Bankowce.

Już od pierwszych chwil dają im wiele ciepłych i silnych doznań. Mogą być z nimi, kiedy są pisklętami i kiedy dorastają. Kiedy ciekawie zaglądają, jakie ziarenka jedzą starsze ptaki oraz kiedy same są już dorosłe. Są obok nich kiedy są samotne i kiedy są szczęśliwe, kiedy są zakochane i kiedy mają swoje dzieci, zawsze są gdzieś na podwórku obok nich. Oni opiekunowie - są z nimi trochę dalej - kiedy cierpią, kiedy chorują i umierają. Zawsze walczą o nie do końca, lecz często są bezsilni wobec potęgi natury. Kiedy odchodzą, modlą się o ich życie i wierzą, że słowa ich modlitwy będą niosły małe gołębie dusze, wysoko, wysoko aż do nieba, gdzie dobry Stwórca naszykował im miejsce na wielkiej zielonej łące. Wszak miłość do tych ptaków jest piękna, bezinteresowna i niestety nieuleczalna.

Jednak oprócz życzliwych ludzi, dla których ptaki są przyjaciółmi, jest wiele osób, którym gołębie przeszkadzają. Faktem jest, że ptaki te są uciążliwe dla otoczenia. Panika wywołana ptasią grypą odstraszyła już wielu ludzi od dokarmiania gołębi i innych ptaków. Pojawiają się sygnały o martwych ptakach. Niektórzy ludzie najprawdopodobniej chcąc pozbyć się gołębi dosypują do ich pożywieniami trutki. Zdarzają się również przypadki strzelania śrutem do tego ptactwa. A przecież zdrowy rozsądek nakazuje traktować gołębie tak, jak wszystkie inne ptaki.

Bo czy ktoś wyobraża sobie słynny plac św. Marka w Wenecji, gdzie mieszkają tysiące gołębi, aby tam strzelano śrutem do tych ptaków? Plac św. Marka jest miejscem gdzie znajdują się najważniejsze zabytki - bazylika, pałac dożów, biblioteka Marcina. Tam gołębie zniszczyły już niektóre płaskorzeźby. Na wielu rzeźbach są wyżłobione rysy na nosach i ramionach, gdyż gołębie tam przysiadają i czyszczą sobie dzioby. Władze miejskie próbują jednak znaleźć rozwiązanie tego problemu. Nikt tam nie dosypuje trutki do ziarna. Dla wielu milionów turystów odwiedzających to miejsce, największą atrakcją jest karmienie gołębi i pamiątkowe z nimi zdjęcie. Wystarczy bowiem na chwilę przystanąć, aby zaczęły siadać na ramionach i na głowie pozujących do zdjęć turystów. A przecież w naszym kraju ich też nie brakuje. Wielu naszym miastom dodają przecież uroku i stwarzają niepowtarzalny klimat.

Nikt też nie wyobraża sobie wycieczki do Krakowa, gdzie karmienie gołębi, obok kupowania pamiątek, jest jedną z najbardziej ulubionych rozrywek i to nie tylko dzieci. Nie ma bowiem w Polsce drugiego miasta, które by tak mocno jak Kraków było utożsamiane z tymi ptakami. Karmienie gołębi niesie z pewnością ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Wszystko jednak uzależnione jest to od tego jak je karmimy. Gołębie są roznosicielami wielu chorób, dlatego w kontaktach z nimi trzeba zachować ostrożność. Jeśli mamy z nimi bezpośredni kontakt, bo ptaki siadają na nas, to może to być niebezpieczne. Na temat krakowskich gołębi krążą przecież legendy. Miasto bardzo ceni te ptaki i zamierza im nawet wystawić pomnik, a to wcale nie jest żart prima aprilisowy.

Być może nie wszyscy wiedzą, że białe gołębie są również symbol miłości i szczęścia. Ostatnio stało się bardzo modne wypuszczanie pary gołębi po uroczystości zaślubin. Młodej parze wręczana jest para białych gołębi, które później zostają wypuszczone w niebo, a wraz z nimi wylatują pozostałe gołębie, wcześniej umieszczone w klatce.

Tak wiec, jeśli sami nie lubimy tych ptaków, nie troszczymy się o nie i nie dokarmiamy ich zimą, to pozwólmy robić to tym wszystkim, którzy są dla nich życzliwi i opiekuńczy. Zaakceptujmy to zjawisko i po prostu im nie przeszkadzajmy.