Bakszysz - datek, napiwek czy jałmużna?

Redakcja Hobbeo.com

Ostatnia aktualizacja: 11 sierpnia 2008

Karawana w Egipcie

Karawana w Egipcie

Okres wakacyjno - urlopowy sprzyja wojażowaniu po świecie. Wszyscy ci, którzy uwielbiają aktywne formy spędzania wolnego czasu z pewnością już byli w lub w najbliższym czasie wybiorą się w odległego zakątki kuli ziemskiej. Świat jest już przed nami otwarty. Mobilizuje to osoby aktywne i odważne do jego dalszego odkrywania. Chcą one zobaczyć, poczuć i dotknąć wszystko to, co jeszcze do niedawna było dla nas tajemnicze i niedostępne. Podróżowanie bowiem pozwala odkrywać świat. Jest to również doskonały sposób na zdobywanie wiedzy. Daje ono także możliwość poznania ciekawych ludzi oraz uczestniczenia w ich codziennym życiu.

Gdy nasze drogi zawiodą nas na Bliski Wschód lub do północnej Afryki to oprócz egzotycznym krajobrazów i atrakcyjnych budowli poznamy również nowe elementy kulturowe. Nieodłącznym słowem, które będzie nam wszędzie towarzyszyć, będzie słowo "bakszysz". Powinniśmy więc przyzwyczaić się do tego i w odpowiedni sposób przygotować. "Bakszysz" bowiem to pewien rodzaj napiwku, a raczej coś w rodzaju zawoalowanej jałmużny. Jest on związany z religią islamu, która nakazuje swoim wyznawcom dzielenie się częścią swoich dochodów. Jednym z pięciu podstawowych obowiązków muzułmanina jest bowiem zakad, który nakazuje pomaganie wszystkim współwyznawcom islamu. Właśnie jedną z form takiej pomocy jest bakszysz. Słowo to oznacza zarówno jałmużnę, datek, podarek jak i napiwek. "Bakszysz" jest to zatem datek ofiarowany uczynnym ludziom, którzy mają o wiele, mniej niż my. "Bakszysz" traktowany jest więc jako powinność społeczna, którą powinni spełniać wszyscy, których na to stać. "Bakszysz" oznacza dosłownie "podziel się majątkiem". Dawanie napiwków, zwanych inaczej "bakszyszem", jest bardzo powszechne czy nawet wręcz oczekiwane na całym Bliskim Wschodzie. Z uwagi na bardzo niski poziom płac, taki dodatkowy zarobek jest często dla tych ludzi istotną częścią dochodów. Dla kogoś, kto za sprzątanie w hotelu dostaje miesięcznie 50 lub niewiele więcej dolarów, takie drobne monety otrzymywane codziennie od gości są często podstawą utrzymania. Personel hotelowy mocno więc liczy na te datki. Jest zasadą, że np. w Egipcie obsłudze hotelowej należy dać tygodniowo kilka funtów egipskich od osoby. Pieniądze można przekazać osobiście na początku swojego pobytu w hotelu lub położyć na poduszce. Jednak najlepiej jak wręczymy je osobiście, wszystko po to, aby żadna ze stron nie czuła się skrępowana. Raczej nie jest miło, gdy widzi się obok siebie powolne krzątanie pokojówki czy też hotelowego boya. Na "bakszysz" liczą również kelnerzy i barmani. Chociaż większość restauracji i nocnych lokali wlicza do rachunku kilkunasto procentową opłatę za obsługę, to zwyczajowo należy zostawiać napiwek w wysokości od 5 do10 % kwoty, na którą opiewa rachunek. Można więc zaokrąglić rachunek lub dołożyć banknot jednofuntowy, wtedy gdy zamówienie jest wliczane do rachunku za pokój. Praktycznie w Egipcie każda usługa związana jest z "bakszyszem". Nie mniej jednak generalnie należy stosować zasadę, że dajemy go wtedy, gdy jesteśmy z usługi zadowoleni.

Wraz z niezwykłym rozwojem turystyki ten odwieczny bliskowschodni zwyczaj wręczania drobnych napiwków, w zamian za świadczone usługi, bardzo się rozpowszechnił. Za każdą życzliwość i uprzejmość z ich strony będą żądać od nas "bakszyszu" – za wskazanie drogi, adresu, pomoc przy pakowaniu zakupów, pomoc przy przenoszeniu bagażu czy też za wpuszczenie do grobowca poza godzinami zwiedzania, a czasami oczekiwany będzie dosłownie za nic. Musimy się więc z tym liczyć. Jeśli zapytamy o drogę, to każdy bardzo chętnie nam ją wskaże czy nawet tam zaprowadzi. Gdy będziemy przeglądali mapę, to zawsze ktoś podejdzie i podpowie, jak w dane miejsce trafić. Nawet wcale o to nieproszony, zaprowadzi pod wskazany adres! Na końcu jednak uśmiechnie się pięknie i szeroko, wyciągnie rękę i powie: "bakszysz". Trzeba być na to przygotowanym. To bezustanne domaganie się "bakszyszu", nawet za najbardziej prozaiczne przysługi, bywa dla nas turystów wyjątkowo irytujące i uciążliwe. Jest to jednak element miejscowej kultury i nic na to nie poradzimy. Jeżeli coś nie zasługuje na napiwek, to powinniśmy stanowczo i zdecydowanie odmówić jego wręczenia. Należy jednak pamiętać i przyzwyczaić się do tego, że lista wynagradzanych w ten sposób usług jest wyjątkowo długa i obszerna. Tak wiec tradycyjnie już wręcza się drobne sumki za otwarcie drzwi czy też przeniesienie bagażu, zaś przewodnikowi, który pokaże nam jakiś mniej znany zabytek wypada zapłacić nieco więcej.

"Bakszyszem" jest też danie komuś jałmużny. Ale "bakszysz stał" się również plagą. My turyści jesteśmy o niego molestowani nawet przez dzieci na ulicy. Wielu bowiem ludzi mieszkających i żyjących w krajach islamu uczyniło z żebrania swój zawód. Wiedzą bowiem, że jałmużna jest nakazem religijnym. Żyją z żebractwa, doprowadzając swój fach wręcz do perfekcji. Często jest to też doskonałe aktorstwo. Umieją więc udawać kalekich, chromych, niewidomych lub starszych, niż są w istocie. Nachalnie zaczepiają nas turystów i to jest często bardzo męczące. Spotkamy się również z żądaniem większej sumy, mimo że ustalony rachunek już wcześniej został zapłacony. Turysta w ich rozumieniu ma pieniądze, a oni nie i dlatego, ich zdaniem, powinien się nimi podzielić. Dlatego też "bakszysz" należy dawać dopiero po wykonaniu usługi, zaś wszelkiemu zastraszaniu stanowczo powinniśmy się przeciwstawiać.

Obecnie "bakszysz" przybrał rozmiary przemysłu żerowania na zagranicznych turystach. Bardzo wielu turystów określa ten proceder jako zwykłą łapówkę, którą trzeba często ofiarować za rzeczy, które powinny być dostępne bezpłatnie. Dużą grupą naciągaczy są "bakszyszowcy", czyli osoby wmuszające przysługi, za które mogą później żądać "bakszyszu". Może nie byłoby w tym nic denerwującego, gdyby nie stosowane przez nich taktyki ofensywne, czyli wmuszanie przysług, za które można żądać później "bakszyszu". Takim klasycznym przykładem są dziadkowie świątynni. Mężczyźni ci całe dnie spędzają w arkadach świątyń chroniąc się przed słońcem. Wyłaniają się z za kolumny w momencie, gdy zbliżymy się do świątyni, chwytają nagle nas za rękę i prowadzą w określone miejsce zachęcając do zrobienia sobie zdjęcia. Za chwilę zaś wyciągną rękę po "bakszysz". I spróbujmy im wtedy nie dać! Powinniśmy być przygotowani na takie sytuacje, to znaczy musimy posiadać drobne monety. W Egipcie 1 funt egipski (60 gr.) załatwia sprawę "bakszyszu". Grube banknoty warto trzymać w innym miejscu niż drobne monety, bo inaczej otrzymujący "bakszysz" zacznie się domagać od nas więcej.

Tak wiec, aby nie zepsuć sobie nastroju podczas wakacyjnego wyjazdu, powinniśmy wcześniej poznać panujące tam zwyczaje związane z wręczaniem drobnych napiwków, przewidzieć na ten cel stosowną kwotę i zgromadzić wiele drobniaków przeznaczonych na "bakszysz".

GALERIA ZDJĘĆ