Rozmowa z Tadeuszem B. Marcinem Denesem, prezesem Stowarzyszenia Kolekcjonerów we Wrocławiu

Redakcja Hobbeo.com

Ostatnia aktualizacja: 15 września 2008

Tadeusz B. Marcin Denes, prezes Stowarzyszenia Kolekcjonerów we Wrocławiu

Tadeusz B. Marcin Denes, prezes Stowarzyszenia Kolekcjonerów we Wrocławiu

Redakcja serwisu kolekcjonerskiego Hobbeo w dniu 5 września 2008 roku rozmawiała z Panem Tadeuszem B. Marcinem Denesem – uznanym kolekcjonerem oraz założycielem i Prezesem Stowarzyszenia Kolekcjonerów we Wrocławiu. Motto Pana Tadeusza brzmi: "...by żyć z pasją to trzeba ją mieć!".

We wrocławskim środowisku kolekcjonerskim i nie tylko, jest Pan bardzo znanym i uznanym kolekcjonerem. Jakie dziedziny kolekcjonerstwa znajdują się w kręgu pańskich zainteresowań?

Dziękuję bardzo za podjęcie trudu wiwisekcji mojej osoby, która faktycznie w środowisku kolekcjonerskim nie jest anonimowa. Po trosze każdy człowiek posiada w sobie element próżności, ja jako urodzony Lew także, wiec gotów jestem poddać się Państwa zapytaniom. Na pewno jestem kolekcjonerem Papafilii (nieskromnie mogę podać, że ten idiom jest wymyślony czy stworzony jak kto woli przeze mnie, ma placed profesora Jana Miodka), bo to najprawdziwsza moja pasja. Kolekcjonowanie wielu materiałów mających związek z osobą naszego papieża – Jana Pawła II, tj. wydawnictwa książkowe i albumowe, fonotelistyka, częściowo karty pocztowe beznominałowe, materiały prasowe i różne bibeloty. Kolekcjonuję również wszelką dokumentację dotycząca fonotelistyki jako gatunku zbieractwa. Interesują mnie również wszelkie wydawnictwa dotyczące Wrocławia (to moje rodzinne miasto, mieszkam tutaj od przeszło 60 lat), a także widokówki wrocławskie z okresu 1945 – 1965. Mam też swoisty sentyment do twórczości księdza Jana Twardowskiego (znaliśmy się osobiście od przeszło 30 lat), stąd Twardowiana to część znaczna utworów w ilości przeszło stu książek tego znakomitego poety, wiele z pięknymi osobistymi dedykacjami.

Skąd u Pana tego typu zainteresowania, a zarazem takie ciekawe i piękne pasje?

Moje zainteresowania to generalnie wynik ciekawości otaczającego mnie świata i ludzi, których Opatrzność poniekąd pozwoliła mi poznać. Trudno zdefiniować odpowiedź na tak postawione pytanie, a tylko dlatego, że w każdym przypadku istotna rolę może odgrywać zupełnie przyziemna przyczyna.

Co tak naprawdę sprawia, że człowiek zajmuje się tego typu dziedzinami kolekcjonerstwa? Czy może odgrywają tu rolę jakieś tradycje rodzinne?

Ja myślę, że u wielu kolekcjonerów w duszy są zainstalowane specjalne struny niczym w harfie. Wystarczy, że w jakiejś sytuacji taka struna zostanie trącona przez zefirek wrażliwości danego człowieka i wówczas ad hoc powstaje zalążek pasyjki, która z upływem czasu staje się pasją. Ot co! U mnie w rodzinie nikt niczego nie kolekcjonował, nie było zatem tradycji.

W jaki sposób powiększa Pan swoje zbiory kolekcjonerskie? Czy jest to tylko metoda zakupu, wymiany walorów z innymi hobhystami, czy może posiada Pan jakieś inne sposoby na zdobycie nowym walorów?

Każdy z kolekcjonerów ma swoje metody zdobywania interesujących go materiałów czy walorów. Nie jestem wolny od żadnego już sprawdzonego sposobu. Staram się powiększać swoje zbiory, o ile jest to możliwe, poprzez bezpośrednią wymianę z innymi pasjonatami. Przyznać trzeba, że dzisiaj to jest bardzo złożony sposób, z uwagi na drastyczny spadek możliwości docierania do nowego materiału. To szerszy problem także w kategorii tzw. moralności kolekcjonerskiej. Tutaj kulturoznawca ze specjalizacją etyki miałby całkiem spore pole do popisu.

Proszę powiedzieć, czy ma Pan to wszystko w jakiś sposób skatalogowane? Mamy tu na myśli pochodzenie danego waloru, okoliczności jego zdobycia itp.

Nie mam swoich zasobów kolekcjonerskich nijak skatalogowanych. Noszę w głowie wszelkie niezbędne mi i potrzebne informacje, które dotyczą takiej czy innej dziedziny. Pamiętam różne okoliczności nabycia czy pozyskania danej rzeczy, to w dużym stopniu kwestia pojemności ... własnego dysku, oczywiście dysku w głowie już tu wspomnianej.

Teraz przed kolekcjonerami świat stoi otworem. Internet umożliwia poznanie ofert sprzedaży praktycznie z całego świata. Czy postrzega Pan Internet jako narzędzie ułatwiające kolekcjonowanie, czy też może preferuje Pan inne formy kontaktów?

Byłbym zupełnym ignorantem gdybym publicznie wypowiadał się jako antyinternetowiec. Moje poglądy w kwestii korzystania z najnowszych technologii interkomunikacyjnych są wyłącznie na mój użytek. Doceniam niezwykłe i wręcz niepojęte możliwości jakie daje Internet. Bez żadnej dyskusji to medium jest niczym wynalazek Grahama Alexandra Bella. Dla całego środowiska kolekcjonerów na świecie to nie tylko otwarcie przysłowiowych okien, to w ogóle ich nieistnienie. Pozostaję przy tradycyjnej formie kontaktowania się ze swoimi partnerami na świecie, czyli koperta i Poczta Polska, a także mój ulubiony telefon, telefon stacjonarny, żeby nie było wątpliwości.

Posiada Pan niemałe kolekcje z różnych dziedzin. Który z posiadanych eksponatów jest dla Pana najcenniejszy?

Mam sporo ulubionych walorów, które mają dla mnie bardzo ważne znaczenie. I rzecz nie w przeliczeniu na złotówki czy jakąś inna walutę. Tutaj dla mnie ważny jest stosunek emocjonalny do danej rzeczy. Dla rasowego kolekcjonera pieniądze to rzecz nawet nie drugorzędna, ino iluś tam rzędna. Radość to najprawdziwsza kiedy mamy w duszy cały koncert na harfę, a dzięki bezinteresownej pomocy czy życzliwości innego kolekcjonera bądź innej osoby uzyskaliśmy jakiś rarytas dla nas bardzo dużego znaczenia, na przykład autograf naszego ukochanego Papieża – Sługi Bożego Jana Pawła II Wielkiego. Bezsprzecznie walory z tym autografem są dla mnie arcycenne, mam je na kilku książkach, kartach telefonicznych, filatelistycznych wydaniach.

Czy pamięta Pan jakieś niecodzienne sytuacje, które przyczyniły się do powiększenia pańskiej kolekcji?

Rozliczność sytuacji w mojej działalności kolekcjonerskiej miął też posmak niecodziennych. Dotyczą one głównie fonotelistyki. Tutaj świetnie pasowałaby historia z wydaniem przez naszą Telekomunikację Polską karty poświęconej świętej Edycie Stein. Ale opowiem to Państwu w edycji serwisu Hobbeo – "Z annałów sędziwego hobbysty", bo może około 2023 roku taki powstanie.

Czy zdarzyło się tak, że ktoś oferował Panu pieniądze w zamian za pańską kolekcję? Czy miał Pan dylematy w tej sytuacji?

Potocznie w skomercjalizowanym świecie, gdzie materializm powoli zdominował wszystkich i wszystko mawia się, że każdy człowiek ma swoją cenę. A skoro człowiek, to i cały jego stan posiadania. Finansowe transakcje, które dotyczyły moich zbiorów w początkowej fazie mojego kolekcjonowania, to już historia. Realia w jakich dosyć często każdy z nas funkcjonuje to jedna kwestia, drugą stanowić mogą, acz nie muszą dylematy. Trzeba podejmować trudne decyzje, które jednak pozwalają zachować racjonalne myślenie względem tego co stanowi wyłącznie nasza satysfakcję i radość kolekcjonerską. Mam od lat ten komfort psychiczny, że nie muszę rezygnować z walorów jakie stanowią część mojej codzienności.

Czy posiada Pan w swoich zbiorach przedmioty, których nie sprzedałby Pan nawet za bardzo dobre pieniądze?

Pośród materiałów kolekcjonerskich, które mnie otaczają jest trochę takich, które już scedowałem na moich najbliższych z zaznaczeniem, że nigdy nie mogą być zbywalne komukolwiek. Każdy kolekcjoner powinien uświadomić swoją rodzinę co posiada i jaką ma wartość. Wartościować należy według własnej wiedzy, a nie rynkowej.

Czy kiedykolwiek chciał Pan zrezygnować ze swoich pasji? Jeśli tak, to co sprawiło, że jednak przy nich Pan wytrwał?

Nie miałem dotychczas żadnej nawet chwili zwątpienia by zrezygnować z tej drogi, którą tak dawno obrałem i którą wciąż widzę przed oczyma. Zdobywanie nowych walorów, zmaganie się z przeciwnościami losu, wymyślanie nowych tricków by osiągnąć spodziewany efekt, to daje wielką siłę do działania i uśmiechnięta twarz, gdy człowiek może co jakiś czas widzieć, że do zbiorów przybył taki czy inny walor.

Jest Pan założycielem Stowarzyszenia Kolekcjonerów we Wrocławiu. Skąd pomysł na założenie tego Stowarzyszenia?

Powstanie Stowarzyszenia Kolekcjonerów to też swoista historia. Uważałem, że w takim niezwykłym mieście jakim jest Wrocław powinna być organizacja skupiająca ludzi, jak to się dzisiaj określa, "pozytywnie zakręconych". W grupie kilkunastu osób przedstawiłem wizję funkcjonowania takiej grupy. W 1997 roku w ówczesnym Sądzie Wojewódzkim we Wrocławiu przedstawiliśmy stosowne dokumenty do rejestracji Stowarzyszenia Kolekcjonerów we Wrocławiu. Aktu tego dokonali koledzy Artur Marsy, Władysław Pulikowski i ja. Wtedy szaleństwem było zbieranie kart telefonicznych, które dosłownie zawojowało cały kraj. W kilka miesięcy po rejestracji mieliśmy blisko 900 członków w Kołach Terenowych w całej Polsce. Wówczas nasza współpraca z Telekomunikacją Polską była idealna. Mieliśmy dostęp do emisji kart niskonakładowych i fonotelistyka zdominowała tysiące ludzi młodych, którzy poznawali co to znaczy być hobbystą. Te pierwsze kilka lat dało naszej organizacji wysoką renomę na krajowej mapie organizacji kolekcjonerskich. Powstanie Stowarzyszeni Kolekcjonerów we Wrocławiu sprawiło, że nasze miasto stało się stolicą nie tylko fonotelistów. Dzisiaj zdecydowanie taka opinię zewsząd można usłyszeć.

Czy pełnienie funkcji Prezesa Stowarzyszenia jest realizacją pańskich pasji społecznikowskich?

Nie chce się krygować odpowiadając na tak postawione pytanie, ale uczciwie podchodząc do samej funkcji Prezesa Stowarzyszenia powinienem powiedzieć, że łatwo nie jest. Ale trudności powinny mobilizować. Człowiek, który chce działać na rzecz innych ludzi musi być niczym taran. Forsować wszelkie blokady, a takich jest multum. By móc coś załatwić to trzeba z uporem maniaka korzystać z tego tarana, ale w sposób delikatny by nikomu nie sprawić przykrości. Wszak każdy ma inną skalę wrażliwości. Cieszę się, że organizacja, której fundament wraz z kolegami tworzyłem funkcjonuje w społecznym obiegu pośród ludzi mających szeroko pojętą kulturę w zasięgu swojej działalności. Ja nie realizuję swoich pasji społecznikowskich, ja staram się rozwijać zainteresowania członków naszego Stowarzyszenia. Przecież bycie Prezesem od początku istnienia organizacji (z roczna przerwą w związku z pobytem w Izraelu) to nie jakaś synekura, to demokratyczny wybór i ocena pracy w określonym przedziale kadencji. A co świadczy o Prezesie i całym Zarządzie? Skuteczność działania i w częstochowskim rymie pozostając – dokonania.

Od dziesięciu lat Stowarzyszenie Kolekcjonerów we Wrocławiu organizuje prestiżowe wystawy kolekcjonerskie. Która z tych wystaw na trwałe zapisała się w pańskiej pamięci i z jakiego powodu?

To również temat rzeka, jak mawiają żurnaliści. Nasze wystawy, mówiąc przyziemnie, są naszą wizytówką. I te organizowane w przepięknej auli Klubu Kolejarza. Czy jakaś organizacja w Polsce ma takie pomieszczenia do dyspozycji?! I także te staraniem działaczy Koła Terenowego w Brzegu, będące wydarzeniem na Ziemi Brzeskiej. Każda z dziesięciu wystaw, które organizowaliśmy była dla nas czymś wyjątkowym na swój sposób. Porównać te ekspozycje coroczne można do ... dziecka. Rodzi się osobno i pozostaje w pamięci. Szczególnie wspominam dwie pierwsze imprezy i tę jubileuszową, tegoroczną, która była dziesiątą. Toż to piękne uczucie, że po raz dziesiąty integrujemy środowisko kolekcjonerów z wielu miast.

Organizacja tego typu wystaw jest olbrzymim przedsięwzięcie organizacyjnym i logistycznym. Czy we współczesnym skomercjalizowanym świecie znalezienie współorganizatorów i sponsorów dla tego typu imprez jest dużym problemem?

Raz jeszcze odwołać się mogę do już prezentowanej uwagi podczas tej rozmowy, sama organizacja i wszystkie kwestie mające z nią związek to sama w sobie istna historia.

Przywołać muszę to znane od stuleci w sztuce wojennej urządzenie, które zowie się taran. Użyteczny wielce w zmaganiach z różnymi potencjalnymi donatorami. Trudno jest zawsze. Liczy się jednak ostateczny efekt. Najbardziej widoczny właśnie podczas trwania wystawy, a również namacalnie odczuwalny przez wszystkich w niej uczestniczących. Łatwo było kiedyś, to slogan o takiej samej logice jak zdanie, że dobrze już było. Dzisiaj tylko ludzie autentycznie mający w sobie życzliwą akceptację dla pasjonatów, rozumieją ich i szczerze pomagają. W naszym przypadku ogromną i zasadniczą rolę odgrywają kontakty z osobami i firmami mające już wieloletnią historię. Przez cały okres naszej wystawienniczej działalności mogliśmy polegać i liczyć na naprawdę ogromną pomoc ze strony Telekomunikacji Polskiej na każdym szczeblu. Ewenementem dużego wymiaru jest fakt, że od samego początku mamy wsparcie wielkie od Pana Dyrektora Ryszarda Małolepszego z TP, i co szalenie istotne od kolejnych Prezesów Zarządu tej firmy. Świetnie rozwija się współpraca na kanałach filatelistyki szeroko pojętej za przyczyna struktur Poczty Polskiej, głównie w naszym Wrocławiu. Każdorazowo w naszym katalogu wystawowym umieszczamy podziękowania dla wszystkich firm i instytucji, które nas wspierają podczas naszych ekspozycji. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni, nie byłoby żadnych szans na zorganizowanie na takim poziomie wystaw, które są naprawdę wydarzeniem kulturalnym.

Która z pańskich pasji jest dominująca – pasja kolekcjonerska czy społecznikowska?

Posłużę się mottem, które jako pierwsze uwidoczniłem w naszym spotkaniu, by żyć z pasją to trzeba ją mieć. Nie rozgraniczałem dotychczas swojego działania na kolekcjonerskie lub społecznikowskie. Czy taki rozdział jest w ogóle możliwy, moim zdaniem nie. Staram się być skutecznym w tym co mnie absorbuje, co rzuca wyzwanie. Proszę spojrzeć na sprawę wydania najnowsze karty, która poświecona będzie jakże ważnej dla nas szczególnie Polaków rocznicy. 30. rocznica Pontyfikatu Sługi Bożego Jana Pawła Wielkiego. Przez rok czasu prowadziłem wymianę korespondencji, dziesiątki rozmów telefonicznych z Telekomunikacją Polską w Warszawie. Tylko dlatego, że wierzyłem, że ten projekt uda się zrealizować. To dla naszej organizacji i wszystkich członków powód do osobistej satysfakcji. Żadna organizacja w Polsce nie ma na swoim koncie pomyślnego finału dla swojego pomysłu. A my mamy. Każdy kolekcjoner mający naszą legitymację może z radością w głosie i uśmiechem na twarzy powiedzieć, że to jego karta z Papieżem, jego - bo dzięki jego organizacji wydana. Jesteśmy jakąś dziwną wspólnotą, zintegrowaną wokół takich działań. Żałować jedynie mogę, że tak mało jest nowych kart telefonicznych na rodzimym rynku.

Jakiego typu swoje inicjatywy i zamierzenia chciałby Pan zrealizować w najbliższym czasie?

Pytając mnie o plany na przyszłość stawiacie mnie Państwo poniekąd w roli czarnoksiężnika. Jeżeli redakcja kolekcjonerskiego serwisu Hobbeo ma koneksje u świętego Piotra, to rozumiem, że mogę śmiało ... planować. W roku 2010 przypadają dwie szczególne rocznice, obydwie dotyczą Jana Pawła II. To będzie 90.rocznica urodzin i 5.rocznica odejścia do Domu Ojca. Chciałbym, żeby nasze Stowarzyszenie wspólnie z Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu i z Muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiu zorganizowało wystawę poświęconą Papafiliom z różnych dziedzin - fonotelistyka, filatelistyka, numizmatyka, wydawnictwa etc. etc. Zakotwiczyły w mojej głowie i inne pomysły (profesor Jan Miodek słusznie się zżyma na określenie "projekty" ), ale być może wraz z nieubłaganym upływem czasu uda się te pomysły ubierać w szaty do zaakceptowania przez decydentów w różnych firmach. Niejako na zakończenie tej przesympatycznej sesji, chciałbym serdecznie podziękować za umożliwienie mi przedstawienia naszych dokonań w Państwa serwisie.

To redakcja kolekcjonerskiego serwisu Hobbeo bardzo dziękuje za przesympatyczną rozmowę i cenne informacje. Jednocześnie życzymy wielu kolekcjonerskich sukcesów, zdobycia upragnionych walorów do swoich zbiorów oraz wielu społecznikowskich sukcesów.

Dziękuję bardzo za kolekcjonerskie życzenia. Wszystkim "buszującym po Hobbeo" a także całej redakcji tego serwisu życzę pozyskiwania i zdobywania nowych kolekcjonerskich everestów, a nade wszystko radości i krzewienia najprawdziwszych pasji, które grają w duszy każdego pasjonata!

GALERIA ZDJĘĆ